|
|
|
| poniedziałek, 26 października 2009 10:06 | |||
Gazeta Wyborcza: „Sędziowie «w kręgu podejrzeń» IPN”IPN trzyma sędziów Trybunału Konstytucyjnego w szachu. To wprost godzi w ich niezawisłość W piątek Komitet Nauk Prawnych PAN, podobnie jak wcześniej pracownicy Wydziału Prawa UW i 25 dziekanów i prodziekanów wydziałów prawa z całej Polski, zaprotestował przeciwko naginaniu przez IPN prawa, by oskarżyć o kłamstwo lustracyjne sędziego Trybunału Konstytucyjnego Mirosława Wyrzykowskiego. Oskarżono go o kłamstwo lustracyjne, bo nie przyznał się do pracy w Wyższej Szkole Oficerskiej MSW w Legionowie, mimo że ustawa lustracyjna nakazuje wyznać tylko pracę w Akademii Spraw Wewnętrznych. Panowski komitet zwraca uwagę, że IPN stosuje zakazaną wprawie karnym zasadę analogii. Dodaje jednak nowy wątek - tworzenie przez IPN atmosfery podejrzliwości i zastraszenia wobec sędziów Trybunału: „Zarzut wymierzony w sędziego Trybunału wpisuje się w nieusprawiedliwione, a liczne w ostatnich latach ataki na Trybunał Konstytucyjny. Dla zapewnienia realizowania przez Trybunał jego konstytucyjnych zadań prawo ustanawia szereg gwarancji. Bardzo ważna jest również atmosfera szacunku dla pracy Trybunału. Organy i instytucje państwowe nie tylko powinny zaniechać bezpodstawnego podważania prestiżu Trybunału, ale prestiż ten umacniać". IPN teoretycznie działa w granicach prawa. Jego zadaniem jest sprawdzanie oświadczeń lustracyjnych. I nie ma żadnego terminu, w którym owo sprawdzanie miałoby się zakończyć. Z wpisów na internetowej stronie IPN („Katalogi") wynika, że nawet kiedy postępowanie się skończyło - to nie znaczy, że się skończyło. A jak się nie toczy - to nie znaczy, że się nie toczy. Sędziowie mówią, że żyją w poczuciu stałego zagrożenia. Manipulowanie składem Trybunału
Słynne już wnioski posła PiS Arkadiusza Mularczyka zgłoszone w maju 2007 r. podczas rozprawy Trybunału, gdy osądzana była ustawa lustracyjna à la PiS, dotyczyły wyłączenia z sądzenia tej sprawy sędziów, co do których Mularczyk się spodziewał, że zagłosują nie po myśli IV RP. Sędziów Ewę Łętowską, Mirosława Wyrzykowskiego i Marka Mazurkiewicza chciał wyłączyć za poglądy, a Adama Jamroza i Mariana Grzybowskiego za to, że figurują w aktach IPN. Poseł nie zauważył, że figuruje tam sędzia Teresa Liszcz, która wprawdzie podpisała w grudniu 1981 r. tzw. lojalkę, ale poglądy ma prolustracyjne. Kolejną próbę ustawiania składu za pomocą lustracji podjął rzecznik praw obywatelskich Janusz Kochanowski. Żądał wyłączenia sędziego Mazurkiewicza, sędzi Liszcz - z powodu lojalki (sama się wyłączyła) - i sędzi Łętowskiej, która była sprawozdawcą w tej sprawie. A dotyczyła ona dostępu do akt IPN. W przypadku Łętowskiej argument był taki, że jej nieżyjący mąż w latach 80. spotykał się służbowo jako dyrektor Instytutu Nauk Prawnych PAN z oficerem SB, o czym obszernie napisał w swoim oświadczeniu lustracyjnym. Tymi zabiegami nie udało się wpłynąć na wyroki. Ale podważono - przynajmniej w części opinii publicznej - ich wiarygodność. I pokazano sędziom, że nie powinni się czuć bezpieczni. Nie znasz dnia ni godziny
Dziś - przynajmniej według wpisów na stronie IPN - postępowania lustracyjne wszczęto tylko wobec sędziów Marii Gintowt-Jankowicz i Andrzeja Rzeplińskiego. Nie wiadomo zresztą, dlaczego akurat wobec nich, bo podstawy nie widać w materiałach powieszonych przy ich nazwiskach na stronie IPN. Wobec pozostałych sędziów teoretycznie postępowanie się nie toczy. Ale w takim razie dlaczego wobec sędziego Wyrzykowskiego wniesiono oskarżenie o kłamstwo lustracyjne? Dlaczego wobec prezesa TK Bohdana Zdziennickiego nie zakończono postępowania, chociaż przy jego nazwisku jest adnotacja: „zarządzenie z dnia 13.10.2008 - prokurator IPN zarządził o pozostawieniu sprawy bez dalszego biegu wobec niestwierdzenia wątpliwości co do zgodności oświadczenia lustracyjnego z prawdą"? Jeszcze dziwniej jest z sędziami Jamrozem (tym, którego Mularczyk zdołał wyłączyć z sądzenia ustawy lustracyjnej) i Zbigniewem Cieślakiem. Mimo że postępowania w ogóle wobec nich nie wszczęto (przynajmniej nie ma o tym adnotacji), to jest notatka prokuratora o pozostawieniu sprawy bez dalszego biegu. Tylko że postępowań formalnie nie zamknięto... Przypomina to słynną myśl doradcy prezesa IPN Jana Żaryna, że „kwerenda nigdy się nie kończy". Sędziowie mogą się więc spodziewać w każdej chwili artykułu w „Gazecie Polskiej", wniosku o wyłączenie lub aktu oskarżenia o kłamstwo lustracyjne. Jak wynika ze sprawy sędziego Wyrzykowskiego, nie musi być ono poparte porządną argumentacją. Wystarczy, że będzie. Niewesoło ma sędzia Grzybowski (wyłączony - jak Jamróz - z sądzenia ustawy lustracyjnej). Dzień po wyroku w sprawie CBA (w lipcu br.), w której był sprawozdawcą, wiceszef Biura Lustracyjnego IPN Piotr Gontarczyk osobiście pofatygował się do krakowskiego oddziału Instytutu, by przejrzeć jego akta. Od tego czasu sędzia nie zna dnia ni godziny. Z adnotacji na stronie IPN nie wynika, by wszczęto wobec niego postępowanie, ale to przecież nic nie oznacza. Może - jak sędzia Wyrzykowski - obudzić się nagle z aktem oskarżenia. W związku ze sprawą CBA Trybunał zapowiedział sygnalizację do rządu i parlamentu na temat tego, jak powinno się uregulować zbieranie i przechowywanie materiałów operacyjnych - w tym podsłuchów. Rzecz bardzo ważna i drażliwa. Sygnalizację powinien napisać sędzia sprawozdawca - Marian Grzybowski. Mija czwarty miesiąc, a sygnalizacji nie ma. Wytłumaczenie - „efekt mrożący" wiszącej nad sędzią lustracji - samo się nasuwa. Sędzia Łętowska lustrowana jest od 1999 r., choć nie ma o tym wzmianki pod jej nazwiskiem na stronie IPN. Ale notatka z marca 2002 r. sporządzona jeszcze w biurze rzecznika interesu publicznego Bogusława Nizieńskiego zaświadcza, że w biurze tym trwało pełną parą postępowanie lustracyjne wobec niej i sędziego Wyrzykowskiego. Na Łętowską nic od dziesięciu lat nie znaleziono. Nie udało się też lustracyjnym straszakiem skłonić jej do wyłączania się z sądzenia związanych z lustracją spraw. Wyrzykowskiemu udało się „przylepić" nieprzyznanie się do wykładania prawa w szkole w Legionowie. Młyny lustracyjne mielą powoli, więc jego proces może nie skończyć się przed mijającą za rok kadencją sędziego. Przez ten czas będzie „w kręgu podejrzeń". W ten oto sposób tworzy się atmosferę w Trybunale i wokół niego. Ewa Siedlecka
Źródło: Gazeta Wyborcza (26 października 2009) Wyjaśnienie
W związku z tekstem „Sędziowie w kręgu podejrzeń IPN” wyjaśniam, że w „Katalogu osób publicznych” na stronie internetowej IPN przy nazwiskach sędziów Trybunału Konstytucyjnego Marii Gintowt-Jankowicz i Andrzeja Rzeplińskiego widnieje adnotacja, że "prokurator IPN zarządził o pozostawieniu sprawy bez dalszego biegu wobec niestwierdzenia wątpliwości co do zgodności oświadczenia lustracyjnego z prawdą". Ewa Siedlecka
Źródło: Gazeta Wyborcza (28 października 2009)
|








